Avi wraca z nowym singlem Kawior i od razu stawia poprzeczkę wysoko. Zarówno muzycznie, jak i wizualnie. Za produkcję odpowiada BL Beatz, a za klimat… sam raper, który od pierwszego wersu daje jasno do zrozumienia: tu nie ma miejsca na przypadek.
Teledysk do Kawioru to czarno-biała opowieść pełna symboliki. Mercedes klasy S, eleganckie garnitury, willa z kolumnami i kadry rodem z filmów noir. Avi pokazuje się w wersji, która balansuje pomiędzy gangsterską powagą a arystokratycznym luzem. To obraz ciężkiej pracy, która zamienia się w sukces i celebrację. Oczywiście przy stole zastawionym najlepszymi trunkami.
W warstwie lirycznej Avi pozostaje wierny swojej filozofii „chcę coś mieć to się biorę za robotę”. Z jednej strony szczere przyznanie, że droga na szczyt nie była łatwa, z drugiej, pełna dumy deklaracja: dziś zamiast ochłapów na talerzu pojawia się kawior. Refren mocno wbija się w głowę, podkreślając kontrast między tymi, którzy pracują, a tymi, którzy tylko się bawią.
Największe zaskoczenie teledysku czeka na końcu. Na ekranie pojawia się Janusz Chabior. Sam Avi w refrenie nawiązuje do aktora („Byliśmy sobą, nie graliśmy jak pan Chabior”), a cameo legendarnej postaci polskiego kina dodaje klipowi dodatkowej warstwy. To ironiczny, ale bardzo stylowy żart, który tylko podbija całość.
Kawior – symbol sukcesu
Singiel Aviego to nie tylko numer do posłuchania, ale i do obejrzenia. Obraz i słowa uzupełniają się tutaj perfekcyjnie. Luksusowe kadry spotykają się z real talkiem o harówce, wyrzeczeniach i nagrodach. Avi pokazuje, że „bycie sobą” w branży, która potrafi być „skur*iała”, to nadal największy atut.
Kawior to kolejny dowód, że Avi potrafi opowiadać swoje historie w sposób, który jednocześnie bawi, inspiruje i buduje filmową atmosferę. A że na końcu pojawia się Chabior? To już czysta wisienka na torcie. Rap polski i zagraniczny – najnowsze informacje.



