Bungee znowu to zrobiło! Ledwo człowiek zdążył ochłonąć po wcześniejszych ich hitach, a już wjeżdżają z czymś, co pachnie murowanym viralem. Singiel Fiku Miku to nie jest żadna grzeczna ballada ani numer do poduszki. To czysta imprezowa jazda, gdzie bass wjeżdża na pełnej, a tekst aż prosi się, żeby ryknąć go razem z ekipą na domówce o trzeciej nad ranem.
Od pierwszego „Hej! Hej! Hej! Dawaj!” wiadomo, że tu nie ma miejsca na udawanie. Dzinold odpala zwrotkę jak turbo, śpiewa o gazie, basie i gorzkiej żołądkowej. Klimat tak swojski, że czujesz zapach kiełbasy z grilla i słyszysz trzask plastikowych kubków. Bandura w drugiej zwrotce nie zostaje w tyle. Dorzuca swoje wersy z uśmiechem cwaniaka, który dobrze wie, że ta noc nie skończy się grzecznie.
„Zrobię z tobą fiku miku na głośniku” – to zdanie jeszcze długo będzie dudnić w głowie każdemu, kto odpali kawałek choćby raz. Zero skomplikowanych metafor, zero zbędnej filozofii. Sama esencja zabawy, jak stara dobra dyskoteka, gdzie nie liczy się nic poza tańcem, śmiechem i tym, żeby głośnik wytrzymał. Nie ma też owijania w bawełnę: czysta wóda, żadnych drinków – to motto, które Bungee wyrzeźbili w samym środku kawałka. Bezpretensjonalne, szczere i do bólu imprezowe.
Zobacz najnowsze informacje ze świata muzyki.
