W 2026 roku na rynku gier grozy zadebiutuje produkcja, która nie będzie straszyć potworami ani tanimi jump scare’ami. Zamiast tego uderzy w coś znacznie bardziej niepokojącego, w lęk przed byciem obserwowanym. Dread Neighbor, nowe dzieło studia Ghostcase wydawane przez Erabit, to pierwszoosobowy psychologiczny horror osadzony w realiach współczesnego miasta. I wszystko wskazuje na to, że może stać się jednym z najciekawszych indie horrorów nadchodzących lat.
W Dread Neighbor wcielamy się w młodą kobietę, która z powodów finansowych przeprowadza się do starego, podejrzanie taniego bloku mieszkalnego. To miejsce od pierwszych minut budzi niepokój. Wąskie korytarze, żółtawe, przygaszone światła i wilgotne kąty sprawiają wrażenie, jakby budynek… czekał.
Początkowo to tylko uczucie. Ktoś Cię obserwuje. To nie krzyk ani hałas wywołują napięcie, lecz cicha świadomość czyjejś obecności. Spojrzenie, które czujesz na plecach. Dźwięk kroków za ścianą. Drzwi, które wydają się minimalnie uchylone, choć jesteś pewna, że je zamknęłaś.

Horror codzienności zamiast potworów
Twórcy stawiają na subtelność i powtarzalność scen, które z czasem zaczynają się zmieniać. Gracz wykonuje zwyczajne czynności. Wśród nich jest: gotowanie, prysznic, powrót z pracy, sen, lecz każda kolejna noc przynosi drobne, niepokojące różnice.
To horror oparty na:
- narastającej paranoi,
- delikatnych zmianach w otoczeniu,
- manipulowaniu percepcją gracza,
- poczuciu izolacji w zatłoczonym mieście.
Nie ma tu arsenału broni ani dynamicznych starć. Zamiast tego jest napięcie budowane przez dźwięk, światło i przestrzeń. Choć gra klasyfikowana jest jako indie horror, posiada również wyraźne elementy RPG. Możemy spodziewać się systemu stresu lub zdrowia psychicznego, decyzji dialogowych wpływających na postrzeganie wydarzeń, a także potencjalnie wielu zakończeń uzależnionych od wyborów gracza.
Istotną rolę mają odegrać relacje z sąsiadami oraz śledztwo prowadzone poprzez uważną obserwację i eksplorację otoczenia. To właśnie psychologiczny wymiar ma stanowić fundament rozgrywki. Pytanie nie brzmi „czy coś tam jest?”, lecz „czy to, co widzę, jest prawdziwe?”.

Inspiracje prawdziwymi historiami
Twórcy zapowiadają, że inspiracją dla gry były realne incydenty związane z sąsiadami, stalkingiem i poczuciem zagrożenia w przestrzeni prywatnej. To nadaje produkcji dodatkowego ciężaru. Groza nie wynika z fantastyki, lecz z tego, że podobne sytuacje mogą wydarzyć się naprawdę.
Pod względem stylistycznym Dread Neighbor stawia na realistyczne, przytłumione oświetlenie oraz ciężką, gęstą atmosferę, która buduje napięcie bez uciekania się do nachalnych efektów. Twórcy zdecydowali się na oszczędny interfejs, aby nie wybijać gracza z immersji, a całość dopełnia subtelna, ambientowa warstwa dźwiękowa. Odgłosy rur, pracującej windy czy kroków za ścianą potęgują poczucie niepokoju. To estetyka bliższa eksperymentalnym horrorom pokroju „P.T.” oraz nastrojowym produkcjom niezależnym niż klasycznym survival horrorom nastawionym na akcję.
Rynek horrorów coraz częściej skręca w stronę intensywnych bodźców i efektownych potworów. Dread Neighbor idzie w przeciwnym kierunku. Proponuje doświadczenie intymne, klaustrofobiczne i powolne.
Data premiery i platformy
Gra planowana jest na 2026 rok. Platformy nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone, ale można zakładać premierę na PC, z możliwą późniejszą ekspansją na konsole. Newsy o grach – PC i konsole.



