Evidence od lat pisze własną historię, refleksyjną, gorzką, zakurzoną od LA-smogu i bardzo… swoją. Właśnie dorzucił do niej nową kartkę. Premiera klipu do Dutch Angle to dowód (nomen omen), że Ev nie potrzebuje fajerwerków, żeby odpalić coś, co siada mocniej niż niejeden banger.
Za reżyserię klipu do Dutch Angle odpowiada Stephen Vanasco, a montażem zajął się New High Filmz. Efekt? Przekrzywione kąty, zamglenia, światło jak z nieba po złym tripie. Kamera nie patrzy prosto. Dokładnie tak, jak tytuł sugeruje. W Dutch Angle wszystko jest lekko nie tak. I właśnie o to chodzi.
Evidence snuje się po znanych, ale jakby obcych rejonach LA: mosty nad 110-tką, miejskie tunele, obdrapane fasady ze starymi tagami i zapomniane szyldy. To nie są pocztówki z Miasta Aniołów. To jego ciemna strona, którą Ev zna jak własne podwórko.
Za produkcję bitu odpowiada QThree. To nie bujający trapik, to nie golden era revival. To dźwiękowy kurz, w którym głos Evidence’a siada jak zmęczony facet na schodach po długim dniu życia. Słychać w tym echa jego ostatnich płyt. Introspekcja, selektywny storytelling, i wersy, które trafiają nie jak strzały, a jak zimne spojrzenie. Nie ma tu refrenów pod TikToka. Nie ma tu ścigania się na szybkie rymy. Jest luz, ale ten smutny, jest forma, ale złamana. Jest vibe i to taki, że ciężko go strząsnąć z ramion.
Evidence robi swoje. I dobrze. To nie jest numer, który rozbije serwisy streamingowe. Ale to też nie Evidence od takich rzeczy. On od dawna robi rap dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż hype’u. Dutch Angle to kolejna rzecz od gościa, który nie musi nic udowadniać.
Rap polski i zagraniczny – najnowsze informacje.



