W Zabrzu znów było głośno. Nie tylko dlatego, że trybuny pękały w szwach, ale dlatego, że Górnik grał jak z nut, z pasją, ogniem i nieustępliwością, której od dawna brakowało wielu faworytom ligi. Legia Warszawa przyjechała na Śląsk wypoczęta, pewna siebie, z przekonaniem, że wróci na właściwe tory po kilku chudszych tygodniach. Zamiast tego, dostała od Górnika trzy lekcje pokory i jeden gol na otarcie łez.
Pierwsze minuty wyglądały tak, jakby Legia chciała szybko ustawić mecz pod siebie. Było trochę kombinacji, kilka prób z dystansu, ale to Górnik był tym, kto pierwszy trafił tam, gdzie trzeba. W 22. minucie Maksym Chłań, chłopak, który jeszcze niedawno musiał walczyć o miejsce w wyjściowym składzie, wpakował piłkę głową do siatki po precyzyjnym dośrodkowaniu Ousmane’a Sowa. Stadion eksplodował.
Legia próbowała odpowiedzieć, ale jej ataki były jak woda uderzająca o beton. Dużo hałasu, zero efektu. Górnik natomiast grał w swoim rytmie, prostym, ale skutecznym. Dziewięć minut później Sow wykorzystał zamieszanie w polu karnym i dobił piłkę na 2:0.
Po przerwie trener Legii Edward Iordănescu próbował ratować sytuację. Wpuścił Biczachczjana i Urbańskiego, chciał dodać drużynie kreatywności. Ale zamiast błysku, było jeszcze więcej chaosu. Każdy ruch gości był czytelny dla defensywy Górnika, a Janicki i Josema grali jak zaprawieni w boju strażnicy, którzy wiedzą, że dziś nic się nie wymknie spod kontroli.
Kiedy w 84. minucie Sow ponownie wstrzelił się w bramkę Tobiasza, było już po wszystkim. Ten gol pachniał wyższością, pewnością, wręcz prowokacją wobec drużyny, która jeszcze niedawno marzyła o powrocie na szczyt. Legia zdołała tylko zmniejszyć rozmiary porażki. Biczachczjan trafił w doliczonym czasie gry, bardziej z obowiązku niż z wiary w odwrócenie losów spotkania.
Górnik liderem, Legia w kryzysie tożsamości
Zabrzanie po tym meczu znów są na szczycie tabeli. Grają prosto, ale z sercem. Bez kombinowania, bez asekuracji. Tak, jakby na murawie zostawiali całe miasto. I to widać. Legia? Wyglądała, jakby przeszła obok meczu. Zawodnicy, którzy mieli stanowić o sile zespołu, Kapustka, Elitim, Rajović, byli tłem dla zaangażowania Górnika. Warszawianie nie wyglądają na drużynę, która wie, czego chce. Ich gra jest pełna napięcia, ale bez celu. W Zabrzu zobaczyli, jak bardzo można się pomylić w ocenie własnej mocy. Ekstraklasa w piłce nożnej – najnowsze informacje na temat polskiej piłki ligowej.
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 3:1 (2:0)
Gole: Maksym Chłań 22′, Ousmane Sow 31′, 83′ – Wahan Biczachczjan 90′



