Jeśli ktoś zastanawiał się, czy Iwo Baraniewski (7-0) jest gotowy na UFC, to odpowiedź przyszła błyskawicznie, dokładnie po 89 sekundach. Tyle potrzebował 27-latek z Warszawy, by zamienić swój debiut w prawdziwy pokaz fajerwerków i znokautować dużo bardziej doświadczonego Ibo Aslana. A wszystko to na gali UFC 323 w Las Vegas, gdzie emocje od pierwszej do ostatniej sekundy sięgały zenitu.
Walka Baraniewski vs Aslan nie przypominała ostrożnego badania gruntu, jakie zwykle widzimy u nowych zawodników. Tu od razu poszły iskry. Zamiast taktyki, otwarta wojna. Zamiast kalkulacji, brutalna wymiana ognia. Obaj zawodnicy weszli w tempo, które bardziej pasowałoby do kina akcji niż oktagonu. Jeden cel: trafić mocniej, szybciej, celniej.
Polak kilka razy musiał zbierać się po ciosach, gdy Turek przycisnął go pod siatką i ruszył z pełną serią. Ale właśnie wtedy Baraniewski pokazał, dlaczego jego walki trwają zwykle tyle, co średnia reklama w telewizji. Gdy Aslan nacierał, Iwo wystrzelił prawym, który brzmiał jak detonacja. Turek padł, a Polak błyskawicznie zakończył dzieło zniszczenia, zmuszając sędziego do przerwania walki.
To siódme zwycięstwo Baraniewskiego w zawodowej karierze i kolejne potwierdzenie, że jego pięści nie znają litości. Wcześniej błysnął już w programie Dana White’s Contender Series, gdzie zanotował nokaut w 20 sekund. Teraz powtórzył to na największej scenie świata i to przeciwko rywalowi, który z nokautów uczynił swoją wizytówkę. Co ciekawe, nawet legenda UFC Daniel Cormier nie krył zachwytu, mówiąc po walce, że „nigdy nie bawił się lepiej podczas komentowania walki MMA”. Jeśli tak reaguje były mistrz, to wiadomo, że coś wyjątkowego wydarzyło się w oktagonie. A to dopiero początek przygody młodego Polaka w największej organizacji MMA na świecie.
Na tej samej gali oglądaliśmy również Jana Błachowicza, który po zaciętym boju zremisował z Bogdanem Guskovem, co tylko dodało polskim kibicom emocji tej nocy. Sporty walki – MMA – najnowsze informacje ze świata sportów walki.



