Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Fot. TVP Sport
To nie był zwykły finał. To było starcie dwóch futbolowych wszechświatów, które na murawie MetLife Stadium w New Jersey połączyło się w monumentalną opowieść o dominacji, cierpieniu i ostatecznym triumfie. Po stu dwudziestu minutach morderczej walki to Hiszpania mogła wznieść do nieba Puchar Świata. Zwycięstwo 1:0 nad dziesięcioosobową Argentyną po dogrywce to dowód na to, że nowoczesny futbol totalny wciąż potrafi złamać najtwardszą, mistrzowską defensywę.
Od pierwszego gwizdka arbitra obraz gry był jasny. Podopieczni Luisa de la Fuente zamknęli obrońców tytułu na ich własnej połowie. Narzucili zabójcze tempo i miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki. Hiszpanie grali z cierpliwością szachistów, lecz brakowało im ostatniego podania, które sforsowałoby argentyński bastion.
W barwach Albiceleste mecz życia rozgrywał jednak Emiliano Martínez. Argentyński bramkarz w pojedynkę zatrzymywał kolejne nawałnice La Roja, parując strzały m.in. Lamine’a Yamala czy Nico Williamsa. Gdy regulaminowy czas gry dobiegł końca, na stadionie w New Jersey był bezbramkowy remis. W powietrzu zaczęła gęstnieć napięta atmosfera, tak dobrze znana z historii mistrzostw świata. Wszyscy na obiekcie wyraźnie wyczuwali nieuchronność zbliżających się rzutów karnych.
Czas egzekucji i błąd, który zadecydował o wszystkim
Argentyna, prowadzona przez walczącego do utraty sił 39-letniego Lionela Messiego, trzymała się w grze przede wszystkim dzięki żelaznej dyscyplinie taktycznej i poświęceniu. Z czasem jednak pękła nie tylko defensywa, ale i nerwy. W doliczonym czasie drugiej połowy Enzo Fernández, ukarany drugą żółtą kartką, osłabił swój zespół, zmuszając kolegów do heroicznej walki w dziesiątkę.
Kluczowy cios nadszedł na samym początku drugiej części dogrywki, w 106. minucie. Pedro Porro uruchomił na skrzydle Nico Williamsa, ten idealnie dośrodkował w pole karne, a wbiegający z ławki rezerwowych Ferran Torres wpakował piłkę do siatki, wywołując eksplozję radości w hiszpańskim obozie. Nawet dwie anulowane przez system VAR i sędziów bramki dla Hiszpanii nie zdołały odwrócić losów spotkania. Argentyńczycy, kończący mecz w jeszcze większym osłabieniu po czerwonej kartce dla Leandro Paredesa, nie byli już w stanie odpowiedzieć.
Historie pisane rekordami
Ten finał zamknął pewną epokę i otworzył nowy rozdział w dziejach futbolu. Dla Luisa de la Fuente triumf ten ma wymiar symboliczny. W wieku 65 lat i 28 dni stał się najstarszym selekcjonerem w historii, który sięgnął po Puchar Świata. Z kolei Hiszpania powtórzyła swój legendarny scenariusz z 2010 roku. Po raz drugi w historii zdobyła złoty medal po bramce w dogrywce. Hiszpanie zakończyli turniej z zaledwie jedną straconą bramką na koncie.
Dla Leo Messiego i argentyńskiej kadry była to gorzka lekcja i bolesne pożegnanie z marzeniami o obronie tronu. Jednak na murawie MetLife Stadium to młodość, świeżość i bezkompromisowa dominacja taktyczna Hiszpanii napisały ostateczny scenariusz. La Roja zasłużenie odzyskała tron, udowadniając, że na amerykańskiej ziemi nie miała sobie równych. Najświeższe wiadomości sportowe.
Hiszpania – Argentyna 1:0 po dogrywce (0:0)
Gol: Ferran Torres 106′









