Wieczór w Bodø miał należeć do faworyta z Mediolanu. To Inter częściej bywa wiosną w Lidze Mistrzów, to Inter ma większe nazwiska i budżet. Tymczasem na mroźnej Aspmyrze zobaczyliśmy historię, która w Europie powtarza się coraz częściej. Zorganizowany, odważny zespół bez kompleksów potrafi boleśnie zweryfikować giganta. Bodø/Glimt wygrało 3:1 i przed rewanżem jest w znakomitej sytuacji.
Początek spotkania nie zapowiadał sensacji. Inter Mediolan wszedł w mecz pewnie, wysoko ustawiał pressing i szybko przenosił ciężar gry na skrzydła. Już w pierwszych minutach groźnie uderzał Lautaro Martínez, a chwilę później próbował Henrich Mchitarian.
W 26. minucie było najbliżej prowadzenia gości kiedy Matteo Darmian trafił w słupek. Chwilę później Nikita Haikin musiał wykazać się refleksem po strzale Nicolo Barelli. Inter kontrolował tempo i wydawało się, że gol jest tylko kwestią czasu. A jednak to Bodø/Glimt uderzyło pierwsze.
W 20. minucie Norwegowie wyprowadzili szybki, modelowy atak. Kasper Høgh wygrał pojedynek w polu karnym, a Sondre Brunstad Fet wykończył akcję precyzyjnym strzałem przy słupku. Aspmyra eksplodowała.
Inter odpowiedział dziesięć minut później. Francesco Pio Esposito wykorzystał zamieszanie w „szesnastce” i doprowadził do wyrównania. Do przerwy było 1:1, wynik sprawiedliwy, choć to mediolańczycy stworzyli więcej sytuacji.
Moment, który zmienił wszystko
Druga połowa zaczęła się od sceny, która może wracać do Interu w koszmarach. W 46. minucie Lautaro Martínez znów trafił w słupek. Gdyby piłka wpadła do siatki, mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej. Zamiast 1:2 zrobiło się 2:1.
W 61. minucie Jens Petter Hauge uderzył lewą nogą w samo okienko, bramka stadiony świata. Trzy minuty później było już 3:1. Ole Didrik Blomberg dograł w pole karne, a Kasper Høgh z bliska nie dał Sommerowi szans. Trzy minuty. Jeden słupek. Dwa gole. Nokaut.
Inter próbował reagować. Na boisku pojawili się Marcus Thuram, Piotr Zieliński i kolejni zmiennicy. Były strzały, były wrzutki, było ryzyko. Ale brakowało konkretu, albo skuteczności, albo odrobiny szczęścia. Haikin bronił pewnie, defensywa Bodø grała blisko siebie, a każda strata Interu groziła kontrą.
Aspmyra znów okazała się trudnym terenem dla europejskiego potentata. W chłodnym powietrzu i przy żywiołowej publiczności Norwegowie czuli się jak u siebie, bo byli u siebie. Inter momentami wyglądał dobrze piłkarsko, ale zabrakło mu kontroli nad kluczowymi momentami. A w Lidze Mistrzów detale decydują o wszystkim.
Wynik 3:1 nie zamyka dwumeczu, ale daje Bodø/Glimt ogromny komfort przed rewanżem. Inter ma jakość, by odrobić straty. Musi jednak zagrać znacznie skuteczniej i przede wszystkim, stabilniej mentalnie.
FK Bodø/Glimt – Inter Mediolan 3:1 (1:1)
Gole: Sondre Brunstad Fet 20′, Jens Petter Hauge 61′ Kasper Høgh 64′ – Pio Esposito 30′



