Phil De Fries po raz kolejny udowodnił, że jest niekwestionowanym królem wagi ciężkiej organizacji KSW. Na gali KSW 111 w czeskim Trzyńcu, w walce wieczoru, Anglik pokonał Štefana Vojčáka przez techniczny nokaut (TKO) w trzeciej rundzie, po jednostronnym pojedynku zakończonym serią ciosów w parterze.
Od początku walki było widać różnicę w doświadczeniu i sile. De Fries spokojnie narzucał swój rytm, szukając sprowadzenia i kontroli w parterze. Vojčák, który miał być groźny w stójce, nie potrafił znaleźć sposobu na defensywę Anglika. W drugiej rundzie mistrz całkowicie zdominował przeciwnika, skutecznie unieruchamiając go na macie i zadając krótkie, celne ciosy łokciami.
W trzeciej odsłonie obraz pojedynku nie uległ zmianie. De Fries ponownie obalił rywala, przeszedł do dosiadu i rozpoczął decydującą serię uderzeń. Vojčák próbował się bronić, ale jego reakcje były coraz wolniejsze. Po kilku mocnych ciosach sędzia przerwał walkę, ogłaszając zwycięstwo mistrza przez TKO.
Kolejna obrona i potwierdzenie dominacji
Dla Phila De Friesa to już kolejna, udana obrona pasa królewskiej kategorii. Anglik, który od 2018 roku pozostaje niepokonany w KSW, potwierdził, że wciąż jest nie do ruszenia w tej federacji. Jego doświadczenie z walk w UFC i solidne zapasy sprawiają, że rywale mają ogromne trudności z nawiązaniem równej walki.
Dla Štefana Vojčáka była to największa walka w dotychczasowej karierze. Choć ambitny Słowak starał się odpowiadać w pierwszej rundzie, w kolejnych minutach nie był w stanie zatrzymać presji Anglika. Kibice w Werk Arenie docenili jednak jego serce do walki. Wychodził z trudnych pozycji i do końca próbował odwrócić losy pojedynku. KSW MMA – najnowsze informacje.




Dawać Ngannou ściągnijcie na niego jak taki mocny