LL Cool J wypuścił teledysk do utworu 30 Decembers. I choć mówimy o jednym z najbardziej zasłużonych MC’s w historii rapu, nie mamy tu do czynienia z nostalgiczną wycieczką. To dojrzały, refleksyjny i poruszający manifest artysty, który przetrwał trzy dekady – i wrócił, by znów mówić ważne rzeczy.
30 Decembers to opowieść o kimś, kto wraca do świata po długiej nieobecności i odkrywa, że wszystko się zmieniło. Nowe pokolenie, nowe zasady, nowe technologie. Ale główny bohater to nie jakiś zagubiony dziadek. To „real made man”, który widzi więcej, czuje głębiej i mówi szczerze, bez filtrów.
„Na komputerach i telefonach, nikt nie czyta gazet…
To nie wygląda jak miejsce, które pamiętam”
LL Cool J nie szuka poklasku, on dokumentuje. Z pozycji legendy, ale też człowieka. Obrazek do 30 Decembers to kino uliczne, ale nie to z przemocą i błyskotkami. To dokument emocji. Kamera snuje się po wagonach metra, ulicach i miejscówkach rapera. LL obserwuje ludzi, ich spojrzenia, ich ciszę. To wszystko tworzy klimat gęsty jak dym z nowojorskich kamienic. Raper występuje jako tajemniczy The Overlordian, który dodaje utworowi warstwę metafizyczną. Nie jest to klasyczny feat, to raczej echo wewnętrznego głosu.
Całość wyprodukował Q-Tip, co słychać w minimalistycznym, jazzującym beacie z duszą. To nie banger do klubu, to muzyka na słuchawki, noc i myśli. Q-Tip świetnie wyczuwa przestrzeń i zostawia miejsce na wersy, które nie potrzebują hałasu, żeby być mocne. W naszym serwisie regularnie publikujemy wiadomości z działu rap polski i zagraniczny.



