Robert Lewandowski, kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski, gwiazda FC Barcelony i jeden z najbardziej rozpoznawalnych sportowców świata, pojawił się w samym sercu Manhattanu, aby w wyjątkowy sposób uczcić 11 listopada. To właśnie on, w towarzystwie żony Anny, uroczyście uruchomił biało-czerwone iluminacje na Empire State Building, jednym z najsłynniejszych drapaczy chmur globu.
Empire State Building rozświetlił się w polskich barwach po raz pierwszy w historii z okazji Święta Niepodległości. Co ciekawe, biało-czerwone kolory gościły na jego fasadzie po raz ostatni w 2008 roku, gdy w ten sposób uhonorowano udział Polaków w igrzyskach w Pekinie. Teraz, po 17 latach, nasza flaga wróciła na szczyt Nowego Jorku, i to w najbardziej symboliczny dzień dla polskiej tożsamości.
Całe wydarzenie miało wyjątkowo osobisty charakter. Robert Lewandowski otrzymał pamiątkowy model budynku, pozował do zdjęć i z wyraźnym wzruszeniem odpalił iluminację, która przez kilka chwil zmieniła panoramę Manhattanu w coś, co każdy Polak chciałby zobaczyć na żywo.
Od hat-tricka w Hiszpanii po patriotyczny gest w USA
Zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej Lewandowski biegał po murawie w Vigo, gdzie ustrzelił pierwszego w tym sezonie hat-tricka dla FC Barcelony w meczu z Celtą. Jego fenomenalna forma odbiła się szerokim echem, ale nikt nie spodziewał się, że tuż po meczu zamiast wrócić do kraju uda się… za ocean. Powód? Teraz wszystko jasne. Lewandowski miał do odegrania rolę, o jaką nie każdy piłkarz zostaje poproszony. Amerykańska ikona architektury, polskie barwy i jeden z najlepszych napastników świata – to połączenie po prostu musiało zrobić wrażenie.
Po uroczystości Lewandowski błyskawicznie wraca do Warszawy, gdzie dołączy do reprezentacji przed kluczowymi meczami eliminacji mistrzostw świata. Najpierw Holandia na Narodowym, potem wyjazdowa rywalizacja z Maltą. Emocji będzie sporo, a po tak podniosłym wejściu w świąteczny nastrój trudno nie odnieść wrażenia, że kapitan wraca z potężnym zastrzykiem motywacji.
Reakcja części mediów na wyjazd Lewandowskiego
Wraz z informacją, że Robert Lewandowski nie wrócił bezpośrednio po meczu Barcelony na zgrupowanie reprezentacji, lecz poleciał do USA, w polskiej przestrzeni medialnej uruchomił się dobrze znany mechanizm. Część dziennikarzy, zwłaszcza tych funkcjonujących w rytmie portali „na żywo”, gdzie liczy się tempo, a niekiedy nawet bardziej emocja niż treść, natychmiast zaczęła stawiać pytania sugerujące, że za tą decyzją kryje się coś więcej.
Padały tezy o „tajemniczym wyjeździe”, „kontrowersji tuż przed meczami eliminacyjnymi”, a nawet „niewłaściwych priorytetach”. Niektórzy zareagowali tak, jakby Lewandowski samowolnie odłączył się od drużyny i ruszył w podróż w nieznanym kierunku, choć harmonogram reprezentacyjny był ustalony od tygodni.
W rzeczywistości nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Wyjazd do Nowego Jorku był oficjalną częścią obchodów Święta Niepodległości. Wydarzeniem międzynarodowym, symbolicznie ważnym, organizowanym przy udziale instytucji państwowych i polskiej dyplomacji. Lewandowski pojawił się tam nie jako turysta czy influencer, lecz jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych ambasadorów polskiego sportu i Polski w ogóle. Z życia gwiazd – najnowsze informacje.



