Debiuty w największej organizacji MMA na świecie zawsze budzą ogromne emocje. Szczególnie gdy w oktagonie staje Polak. Niestety, tym razem nie doczekaliśmy się bajkowego scenariusza. Robert Ruchała, były tymczasowy mistrz KSW, zadebiutował w UFC podczas gali w Paryżu, gdzie zmierzył się z lokalnym bohaterem, Williamem Gomisem.
Już od pierwszej rundy było widać, że Francuz czuje się w klatce jak ryba w wodzie. Publiczność w Accor Arenie szalała przy każdym jego celnym ciosie, a Gomis korzystał z tego dopingu, narzucając swój styl walki. Ruchała próbował odpowiadać presją i zapędzać rywala pod siatkę, ale doświadczenie gospodarza zrobiło różnicę. Po trzech rundach sędziowie jednogłośnie wskazali na Gomisa (30-27, 29-28, 29-28).
Choć Polak nie może być zadowolony z wyniku, trzeba mu oddać jedno – nie zabrakło mu charakteru. W momentach kryzysowych potrafił przyjąć mocne ciosy i wrócić do gry, a jego próby wciągnięcia Gomisa w brudną, grapplerską walkę pokazały, że ma plan i ambicję. Dla Ruchały to dopiero początek przygody w UFC. Nie każdy startuje od efektownego nokautu. Czasem trzeba przejść przez trudne lekcje, by później błyszczeć na największej scenie. Polscy kibice mogą być pewni jednego: Robert wróci jeszcze bardziej głodny zwycięstw.
Jeśli chodzi o polski akcent na gali w Paryżu, bilans niestety nie wypadł najlepiej: Robert Bryczek odniósł zwycięstwo, dając fanom powód do radości, a Marcin Tybura i Robert Ruchała musieli jednak uznać wyższość rywali.
A francuscy fani? Mogą świętować kolejny triumf swojego zawodnika na paryskiej gali. Atmosfera na trybunach tylko przypomniała, że UFC w stolicy Francji to wydarzenie, które zawsze dostarcza mocnych wrażeń. Sporty walki – MMA – najnowsze informacje ze świata sportów walki.



