Zimna Praga, gorące emocje i mecz, który długo wymykał się logice. FC Barcelona wygrała ze Slavią 4:2, choć jeszcze w pierwszej połowie sama podcinała sobie skrzydła. Robert Lewandowski zaliczył jedno z najbardziej paradoksalnych spotkań w karierze. Najpierw samobój, potem gol na wagę spokoju. A wszystko to w meczu, który mógł potoczyć się w zupełnie inną stronę.
Od pierwszych minut było jasne, że Slavia Praga nie zamierza tylko „ładnie przegrać”. Gospodarze grali odważnie, wysoko i agresywnie, a FC Barcelona długo nie potrafiła odnaleźć rytmu. W 10. minucie stadion eksplodował. Vasil Kušej wykorzystał zamieszanie po rzucie rożnym i z bliska pokonał Joana Garcíę. To był sygnał ostrzegawczy, którego Barça… nie do końca posłuchała.
Gdy Slavia łapała wiatr w żagle, odpowiedź przyszła z najmniej oczywistej strony. Fermín López, piłkarz często pozostający w cieniu gwiazd, wziął na siebie odpowiedzialność. Najpierw wyrównał po precyzyjnym uderzeniu z ostrego kąta, a kilka minut później huknął zza pola karnego po podaniu Pedriego. Barcelona wyszła na prowadzenie i wydawało się, że mecz zaczyna się układać.
Samobój, który zmienił narrację
Tuż przed przerwą wydarzyło się coś, co idealnie oddaje chaos pierwszej połowy. Robert Lewandowski, próbując interweniować po dośrodkowaniu, skierował piłkę do własnej bramki. Slavia dostała prezent, a Barcelona, zimny prysznic. Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 2:2, a historia meczu wciąż była otwarta.
Druga połowa zaczęła się od problemów Barcelony. Kontuzja Pedriego zmusiła Flicka do roszad, ale to właśnie one okazały się kluczowe. Dani Olmo pojawił się na boisku i po kilku minutach udowodnił, dlaczego jest piłkarzem do meczów „na krawędzi”. Jego strzał zza pola karnego w 63. minucie był czysty, precyzyjny i bezlitosny. 3:2 dla Barcelony.
Od winowajcy do kata. Lewandowski zamyka mecz
Slavia próbowała odpowiedzieć, grała odważnie, momentami wręcz ryzykownie. I właśnie to ją zgubiło. W 70. minucie Marcus Rashford urwał się obronie i wyłożył piłkę Lewandowskiemu. Polak nie pomylił się z kilku metrów. Gest ulgi mówił wszystko. To był gol nie tylko na 4:2, ale też na zamknięcie własnej, trudnej historii tego wieczoru.
Końcówka to już kontrola, faule taktyczne i gaszenie ambicji Slavii. Wynik 4:2 wygląda solidnie, lecz Barcelona długo balansowała na granicy. Problemy przy stałych fragmentach, nerwowość w defensywie i kontuzja Pedriego to sygnały alarmowe przed kolejnymi meczami.



