Na przekór niedowiarkom, Tom Walker powraca w wielkim stylu – jego najnowszy singiel „Burn” to bojowy okrzyk artysty, któremu nie straszna jest szczerość.
Tom Walker ma na koncie album #1, nagrodę BRIT, międzynarodowy hit „Leave A Light On”, 2 miliony sprzedanych albumów i ponad 3 miliardy streamów. Tymczasem… prawie zakończył karierę. Piosenki, które napisał w zeszłym roku poszły do kosza. Jego relacja z wytwórnią całkiem się posypała. Wyczerpany presją związaną z obecnością w social mediach i krytyką ze strony wytwórni dotyczącą ponad 130 „przeciętnych” piosenek, które napisał, wściekł się.
„Właśnie odbyłem siedem dni prób, ruszyłem w trasę po Wielkiej Brytanii, a potem przez dwa tygodnie pisałem piosenki, każdego dnia harując – i tak przez wiele miesięcy. Kiedy ci nade mną chcieli przyjrzeć się piosenkom, w które włożyłem całe moje serce, całkowicie się pogubiłem. Naprawdę myślałem wtedy, że będę musiał pożegnać się z muzyką. Czułem się fatalnie. Rozgniewałem się. Mocno słychać to w „Burn”. W wielu branżach, także w przemyśle muzycznym, możesz dać z siebie wszystko i poświęcić dla pracy każdy aspekt swojego życia, a i tak… to nigdy nie wystarczy” – powiedział Tom Walker.
Tom udał się do Los Angeles, aby spotkać się z braćmi McDonough, Ryanem Daly i Castle, którzy mają na koncie współprace z Joji, Khalidem, Mimi Webb i Johnem Legendem.
„Ich pasja do tego wszystkiego na nowo rozpaliła we mnie coś, czego zdawałem się nie zauważyć, że straciłem – były to ekscytacja, miłość i radość z próbowania zupełnie nowych rzeczy” – powiedział artysta.
Wyniki oczywiście mówią same za siebie. „Burn” to świadectwo jego umiejętności pisania piosenek w połączeniu z dynamiczną produkcją i wpadającym w ucho rytmem. Walker śpiewa, jakby zależało od tego jego życie: „Podpalcie mnie, żeby tylko patrzeć, jak… płonę”. Popchnięty do granic możliwości, Tom stworzył piosenkę o najgorszym momencie relacji z wytwórnią. Ostatecznie stała się utworem, o który chciano zawalczyć.
