Pierwszy, drugi, trzeci lockdown. Branża gastronomiczna niczym Titanic idzie na dno. Jedna po drugiej znikają z mapy Polski kultowe knajpki i restauracje. To, co je ratuje, przynajmniej doraźnie, to gotowanie dań na wynos. Tymi, którzy pomagają są przede wszystkim stali i nowi klienci, którzy podczas wycieczki rowerowej robią sobie żarełkową przerwę.
Na szczęście pogoda sprzyja spacerom i rowerom, więc jest szansa, że akcja pomocowa dla Kuchni Konfliktu przy Wilczej 60 w Warszawie, uskrzydli właścicieli. W niedzielę, stery w Kuchni Konfliktu przejęli Vienio i Filip Głodek. Ten pierwszy postawił na wege tacosy, a ten drugi na wege kebaby. Od godziny trzynastej przed lokalem była już spora kolejka. Kto wygra ten charytatywny pojedynek okaże się pod koniec dnia, ale jedno jest pewne, warszawiacy nie zawiedli. Kuchnia konfliktu to miejsce społeczno-gastronomiczne stworzone przez uchodźców z różnych stron świata, otwarte na każdego przybysza o otwartym sercu i poglądach.

Vienio gotuje w „Kuchni Konfliktu”
Międzynarodowe smaki to namiastka podróży, których teraz tak bardzo nam brakuje. Guest spoty to popularne zjawisko na międzynarodowej mapie kulinarnej. Oczywiście do znanych i lubianych lokali wpadają „obcy-swoi” pasjonaci gotowania, szefowie kuchni, smakosze, by zaserwować gościom swoje ulubione dania. Kiedy dochodzą do tego dwa ważne składniki, pierwszy – pomaganie, a drugi – wyzwanie, to nie pozostaje nic innego jak płacić za tą możliwość z wdzięcznością i zajadać się ze smakiem.




