Dość zaskakująco i bardzo szczerze, w najnowszym wywiadzie dla polskiego GQ jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich bramkarzy opowiedział o kulisach swojego transferu do FC Barcelony, walce z kontuzjami… i z własnym ciałem. Wynik: sezon praktycznie rozegrał „za darmo”. A to dopiero początek.
Latem 2024 roku Wojciech Szczęsny zdecydował się na niespodziewany krok. Polski bramkarz ogłosił, że kończy karierę po opuszczeniu Juventusu. Jednak życie napisało inny scenariusz. Już kilka tygodni później zadzwonił telefon z Hiszpanii, a dokładniej propozycja z Barcelony. Oferta, na którą nie mógł powiedzieć „nie”.
„Nie chciałem grać dalej tylko dla pieniędzy” – mówił Szczęsny. Dodając, że pierwsza kampania w szatni Barçy to de facto roczny kontrakt bez pensji. Jak wyjaśnił, cała kwota, którą miał otrzymać, wróciła do Juventusu, z którym musiał się rozliczyć za wcześniejsze rozwiązanie umowy. W praktyce więc sezon w Katalonii spędził… za darmo.
Ciągły ból i porażka z ciałem
Jednak pieniądze to nie jedyne, o czym opowiedział polski golkiper. W rozmowie z GQ Poland podkreślił, że od lat zmaga się z poważnym problemem zdrowotnym – bólem i utratą czucia w dłoniach, efektem kontuzji z młodości. To uraz sprzed ponad 15 lat, ale jak mówi: „nie zniknął sam, tylko narastał”. „Bywa, że nie jestem w stanie utrzymać nawet butelki z wodą” – relacjonuje. I dodaje, że to właśnie te dolegliwości były jednym z głównych powodów, dla których rozważał definitywne zakończenie kariery. Mimo to wrócił. Bo Barcelona, bo ambicja, bo duch walki.
Rekord FC Barcelony, ale nie ten, o jakim byśmy myśleli
Jednym z bardziej zaskakujących momentów wywiadu było… przyznanie się, że po przerwie zrobił się dość „obfity”. „Lubię jeść i choć udaje mi się utrzymać w widełkach, to i tak pobiłem rekord Barcelony, jeśli chodzi o tkankę. Nadmierną” – przyznał bez ogródek.
Szok? Może. Ale to dowód na to, że Szczęsny całkowicie porzucił pozę gwiazdy i powiedział wprost: byłem najszerszy w klubie, ale mimo to, grałem. I to za darmo. W wywiadzie podkreślił, że nigdy nie chodziło mu tylko o kontrakty. Po zakończeniu umowy z Juventusem i okresie „na emeryturze”, miał wiele ofert, także od topowych klubów. Odmówił, bo nie chciał grać dalej dla pieniędzy. Kiedy pojawiła się Barcelona, wiedział, że to jedyny sensowny powód, by wrócić.
Tak więc poprzedni sezon w La Lidze, pomimo problemów zdrowotnych, był jego świadomym wyborem. W pewnym sensie: powrotem z honorem. I nie o stawkę finansową tu chodziło, ale o to, by zagrać tam, gdzie to naprawdę ma sens. La Liga rozgrywki – najnowsze informacje na temat Primera División.



