Miesiąc temu we współpracy z wydawnictwem Live Art Group, ukazał się singiel „Penthouse”, otwierający nowy rozdział życia artystki tworzącej pod pseudonimem Mary Syll.
Co powiedział jej Grzegorz Markowski (Perfect)? Dlaczego wystąpiła na jednej scenie z Lady Pank, a miłość musiała przybyć aż z Islandii? I jaki to wszystko ma związek z nauką niderlandzkiego? A to dopiero początek jej opowieści…
„To wszystko musiało się wydarzyć. Ukształtowało mnie. Zrozumiałam co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Teraz mogę skupić się na tworzeniu i opowiadaniu tej historii” – mówi Mary Syll.
Bunt, wolność, równość, siła, odwaga. Gdyby Marilyn Monroe i Kurt Cobain mieli córkę, byłaby nią Mary Syll. Historia artystki jest pełna przygód, emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Od wyjazdu do Holandii (jeszcze jako dziecko), przez próby odnalezienia się w zupełnie obcym kraju, aż do powrotu do ojczyzny.
Muzycznie inspiruje się tym co mocne, emocjonalnie uderzające, taneczne i kreatywne: od brzmień metalowych, punkrockowych, 80’s synthpopowych po ska, dzisiejszy pop, dance oraz ponadczasowe soundtracki seriali i filmów kryminalnych. Jej kierunek artystyczny to alternatywny pop-rock z lekkim dodatkiem lat 80 w połączeniu ze stylizacjami LP, Lady Gagi oraz inspirowane przez kobiece postacie filmowe Tarantino (Pewnego Razu w Hollywood, Pulp Fiction, Kill Bill).
Wokalistka o charakterystycznej barwie głosu przez kilka lat próbowała swoich sił w różnych projektach muzycznych i jako wolontariusz wspierała organizację festiwali muzycznych w Holandii zyskując opinię osoby zdeterminowanej do realizacji swoich muzycznych marzeń.
Mary Syll – Penthouse. Zobacz teledysk:
„Nie mogłam ruszyć do przodu, padłam. I nagle zobaczyłam, że Lady Pank ma grać w Holandii. Pomyślałam, że fajnie by było pójść – w końcu słuchałam ich muzyki, kiedy tęskniłam za Polską. Ale nie miałam pieniędzy na bilet. Włączyłam kreatywność, napisałam do menadżera, organizatorów i wystąpiłam jako ich suport. Uświadomiłam sobie wtedy, „że się da”. Po koncercie z Lady Pankiem pojechałam na trzy miesiące do Polski, do babci która zaraziła mnie miłością do muzyki. W tym samym czasie przyjechał z Islandii Tytus – chłopak, którego znałam z podstawówki. Tak jakoś pojechał ze mną do dentysty, bo się bałam. Wrócił ze mną do Holandii, tak zostaliśmy razem i założyliśmy rodzinę” – mówi Mary Syll.
Singiel „Penthouse” jest poprockowym symbolem powrotu do ojczyzny – po wielu różnych doświadczeniach; zderzeniem się z rzeczywistością życia za granicą, ukazaniem realiów przebywających tam osób. Mary Syll demaskuje wyidealizowany świat tego jak jest „na emigracji”.



