Irena Santor Doda

Irena Santor szczerze o Dodzie. Legenda polskiej estrady zdradza, co naprawdę myśli o artystce

Doda i Irena Santor, fot. Doda YT, Jastrząb Post YT

To jedno z najbardziej zaskakujących zestawień w historii polskiego show-biznesu. Gdy lata temu Irena Santor i Doda zasiadły obok siebie w jury popularnego widowiska telewizyjnego, wielu wstrzymywało oddech. Jak po latach pierwsza dama polskiej piosenki wspomina tamte chwile? W rozmowie z serwisem Jastrząb Post Irena Santor zdobyła się na wyjątkowo szczere wyznanie.

Wspólna praca dwóch tak odmiennych osobowości artystycznych na planie show Polsatu Tylko nas dwoje mogła wydawać się karkołomnym pomysłem. Z jednej strony ikona elegancji, kunsztu i scenicznego profesjonalizmu, z drugiej, bezkompromisowa, prowokująca i pełna energii królowa popu. Czas pokazał jednak, że ten duet wzajemnie się od siebie uczył.

„Była buńczuczna, ale to młodość”

Irena Santor nie ukrywa, że początki znajomości z Dorotą Rabczewską były dla niej niezwykłą przygodą. Wspominając młodszą koleżankę z branży, wskazuje na jej ogromny apetyt na sukces, który od samego początku wyróżniał ją z tłumu.

„To była wielka przygoda. Bardzo się cieszę, że poznałam Dorotę Rabczewską, bardzo kolorową osobę, taką trochę buńczuczną, ale to młodość, prawda? Ona miała wielką ochotę występować, być artystką od razu, śpiewać od razu wielkie rzeczy” – wspomina Irena Santor na łamach Jastrząb Post.

Przemiana, która zdobyła uznanie legendy

Najważniejsze w wypowiedzi artystki jest jednak to, jak ocenia dojrzałość sceniczną Dody z perspektywy minionych lat. Santor dostrzegła u wokalistki coś, czym wykazać mogą się wyłącznie nieliczni twórcy – głęboki szacunek do fachu oraz zrozumienie, że prawdziwa kariera to nie kwestia przypadku, lecz ciężkiej pracy.

Legenda estrady zwróciła uwagę, że wokalistka szybko pojęła różnicę między chwilowym błyskiem talentu a budowaniem solidnego warsztatu.

„Powolutku, powolutku Dorota też zrozumiała, że to jest zawód i że trzeba powoli dochodzić do tego, co zawodem jest. Dążyć do zawodostwa, bo być amatorem, który zaśpiewa bardzo pięknie nawet jedną czy dwie piosenki, to jest dość łatwo” – zaznacza artystka.

Dla Ireny Santor granica między amatorszczyzną a pełnym profesjonalizmem przebiega w miejscu, do którego dostęp mają tylko najwybitniejsi. To słynny „magiczny metr”, który dzieli wykonawcę od publiczności.

W opinii ikony polskiej muzyki prawdziwy artysta nie ogranicza się do odśpiewania utworu. Jego rolą jest zbudowanie głębokiej więzi z widzem, prowokowanie emocji oraz sprawienie, że niesiony ze sceny przekaz zostanie z odbiorcą na dłużej.

Więcej informacji w kategorii Z życia gwiazd.

Subskrybuj
Powiadom o
guest