Najnowsze informacje z ostatniej chwili - Polska i świat

Aktualne wiadomości z Polski i ze świata – najnowsze informacje z ostatniej chwili, newsy ze świata kultury, rozrywki i internetu.

Victor Osimhen w czarnej masce ochronnej podczas meczu Juventus - Galatasaray, obejmowany przez Ere­na Elmalıego po dramatycznym spotkaniu w Turynie.
Fot. Canal+ Sport

Juventus wygrał mecz, ale przegrał wojnę z Galatasaray

To był wieczór, w którym stadion oddychał razem z drużyną. Wieczór, w którym Juventus grał jak zespół skazany i właśnie dlatego tak niebezpieczny. A jednak to Galatasaray wyjechało z Turynu z biletem do kolejnej rundy Ligi Mistrzów UEFA. Wynik 3:2 dla Juventusu po 120 minutach brzmi jak triumf. W rzeczywistości był eleganckim epitafium.

Juventus prowadził po pierwszej połowie 1:0 po pewnie wykonanym rzucie karnym Manuela Locatellego. Stadion żył, tempo rosło, a Galatasaray zaczynało się cofać głębiej niż planowało. I wtedy przyszła 49. minuta. VAR i decyzja sędziego. Czerwona kartka dla Lloyda Kelly’ego. Na poziomie Ligi Mistrzów to zwykle moment, w którym narracja się kończy. Drużyna w osłabieniu zaczyna kalkulować straty. Ale nie tej nocy przy Allianz Stadium.

Juventus grał jakby miał dwunastu

Im było trudniej, tym Juventus przyspieszał. Federico Gatti doprowadził do 2:0, a Weston McKennie podwyższył na 3:0, wbijając głową piłkę, która na moment zatrzymała czas w Turynie. Dziesięciu zawodników. Trzy gole. Pełna kontrola emocji. Galatasaray wyglądało na zespół zaskoczony skalą odwagi rywala. Mattia Perin bronił jak w najlepszych latach. Thuram wygrywał pojedynki. Yildiz i Conceição grali bez kompleksów. Juventus nie cofnął się ani na metr.

x.com/CANALPLUS_SPORT

Ale w takich meczach zawsze jest postać, która czeka na swój moment. Victor Osimhen nie miał łatwego wieczoru. Kilka razy zatrzymał go Mattia Perin, kilka razy uciekał na spalonym. Jednak napastnicy tej klasy nie potrzebują pięciu okazji, wystarczy jedna.

W doliczonym czasie pierwszej części dogrywki Osimhen uderzył bez zawahania. 3:1 i Turyn poczuł niepokój. Juventus próbował odpowiedzieć. Strzały Kostića, Zhegrovy, Bogi. Çakir wyciągał kolejne piłki. Aż w 119. minucie Barış Alper Yılmaz wykorzystał podanie Singo i wbił piłkę do siatki. 3:2. To był gol, który nie zmienił wyniku meczu. Ale zmienił wszystko w kontekście dwumeczu.

x.com/CANALPLUS_SPORT

Bohaterstwo bez nagrody

Juventus zrobił tej nocy coś rzadkiego. Zbudował narrację większą niż wynik. Grał w osłabieniu, narzucił tempo, odwrócił losy spotkania i zmusił rywala do desperackiej obrony. Galatasaray z kolei pokazało coś równie cennego: odporność. Wytrzymało napór, przetrwało najgorszy moment i wykorzystało swoje atuty w kluczowych sekundach. W futbolu nie zawsze wygrywa ten, kto gra piękniej. Czasem wygrywa ten, kto przetrwa.

Turyn żegna Ligę Mistrzów z podniesioną głową. Stambuł świętuje awans. A my dostaliśmy mecz, który przypomina, dlaczego europejskie noce są inne niż wszystkie.

Wiadomości sportowe piłka nożna.

Udostępnij artykuł:

Zobacz również

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Przewijanie do góry