Na Santiago Bernabéu znów zapachniało wielką Europą. Real Madryt pokonał Benficę 2:1 w rewanżowym starciu fazy pucharowej Ligi Mistrzów, pokazując to, co w tych rozgrywkach potrafi najlepiej, czyli cierpliwość, odporność psychiczną i bezwzględność w decydującym momencie. Mecz miał wszystko. Szybkie gole, interwencje VAR, kontrowersje, dziewięć minut doliczonego czasu gry i bohatera wieczoru, który rozstrzygnął losy rywalizacji w „królewskim” stylu.
Spotkanie rozpoczęło się od wysokiego pressingu gości z Lizbony. Już w pierwszych minutach Thibaut Courtois musiał ratować zespół po groźnych próbach rywali. Presja przyniosła efekt w 14. minucie. Rafa Silva wykorzystał zamieszanie w polu karnym i dał Benfice prowadzenie. Na Bernabéu zrobiło się nerwowo.
Odpowiedź była jednak natychmiastowa. Dwie minuty później Aurélien Tchouaméni dopadł do piłki w „szesnastce” i precyzyjnym strzałem wyrównał stan meczu na 1:1. Asystę zanotował niezmordowany Federico Valverde, który tego wieczoru odegrał kluczową rolę. Real złapał rytm, kontrolował tempo gry i w 32. minucie cieszył się z kolejnego trafienia. Gol Ardy Gülera został jednak anulowany po analizie VAR. Minimalny spalony przekreślił radość trybun.
Benfica groźna, Courtois czujny
Druga połowa przyniosła bardziej fizyczne widowisko. Benfica miała swój najlepszy okres między 60. a 75. minutą. Seria rzutów rożnych, zablokowanych strzałów i pojedynków w powietrzu sprawiła, że defensywa Realu znalazła się pod realną presją. Kontuzje i przerwy w grze wybijały gospodarzy z rytmu.
W tych momentach kluczowa była postawa Courtois. Belg zachował koncentrację i nie pozwolił, by goście wykorzystali chwilę słabości madrytczyków.
Gdy Benfica uwierzyła, że może przechylić szalę na swoją stronę, Real zadał decydujący cios. W 80. minucie szybki kontratak przeprowadzony przez Valverde zakończył się podaniem do Viníciusa Júniora. Brazylijczyk zachował zimną krew i umieścił piłkę w dolnym rogu bramki. 2:1. To był klasyczny moment Ligi Mistrzów w wykonaniu Królewskich. Cierpliwe przeczekanie naporu rywala i bezwzględne wykorzystanie jednej okazji.
Nerwowa końcówka i dziewięć minut napięcia
Sędzia doliczył aż dziewięć minut. Benfica rzuciła wszystko do ataku, wymuszała stałe fragmenty gry i próbowała złamać defensywę gospodarzy. Były ostre faule, żółte kartki i nerwowe interwencje w polu karnym. Real jednak przetrwał. Kontrola tempa, doświadczenie i zarządzanie emocjami okazały się bezcenne. Ostatni gwizdek potwierdził zwycięstwo 2:1 i przypieczętował awans madrytczyków.
Ten mecz nie był pokazem absolutnej dominacji. Był testem odporności. Benfica udowodniła, że potrafi grać odważnie i agresywnie, ale Real Madryt po raz kolejny pokazał, że w Europie liczy się coś więcej niż statystyki. Liczy się moment. Wiadomości sportowe piłka nożna.
Real Madryt – SL Benfica 2:1 (1:1)
Gole: Aurélien Tchouaméni 16′, Vinícius Júnior 80′ – Rafa Silva 14′



