79 Locarno Film Festival

Serce światowego kina bije mocniej. Co działo się na półmetku 79. Locarno Film Festival?

James Gray, fot. Locarno Film Festival

Gdy letnie upały dają się we znaki w całej Europie, nad brzegiem jeziora Maggiore czas płynie według zupełnie innego rytmu. 79. edycja Festiwalu Filmowego w Locarno weszła w swoją najbardziej emocjonującą, finałową fazę. Szwajcarskie miasteczko po raz kolejny udowodniło, że przez dwa tygodnie sierpnia staje się absolutnym pępkiem autorskiego i bezkompromisowego kina.

Zanim jury pod przewodnictwem Fabrice’a Du Welza odsłoni karty i ogłosi tegorocznego zdobywcę Złotego Lamparta, warto przyjrzeć się temu, co do tej pory rozgrzało ekrany, widownię i kuluarowe dyskusje krytyków.

Magia pod gołym niebem i kino zaangażowane

Legendarny plac Piazza Grande, gromadzący co wieczór tysiące widzów pod rozgwieżdżonym niebem, dostarczył w tym roku skrajnych emocji. Selekcja skomponowana przez Gionę A. Nazzaro nie szukała bezpiecznych kompromisów. Zamiast tego zaserwowano mieszankę głośnych światowych premier i kinowych eksperymentów.

Szczególnie głośno było o europejskiej premierze filmu Frank & Louis w reżyserii szwajcarskiej twórczyni Petry Volpe. Opowieść o skomplikowanej relacji więźniów, z wybitnymi kreacjami Kingsleya Ben-Adira i Roba Morgana, zebrała długie owacje na stojąco. Z kolei Dario Albertini w swoim Armony po raz kolejny udowodnił, że potrafi opowiadać o kruchości ludzkich relacji z niezwykłą czułością, angażując do współpracy tak wyraziste nazwiska jak Valerio Mastandrea i Asia Argento.

Nie zabrakło też ukłonów w stronę klasyki. Wieczorne projekcje Dzikości serca Davida Lyncha czy kultowego Tańczącego z wilkami przypomniały, dlaczego Locarno tak doskonale potrafi łączyć pokolenia kinomanów.

O czym dyskutują krytycy?

W tym roku sekcja konkursowa (Concorso Internazionale) stała pod znakiem powrotów wielkich nazwisk i odważnych autorskich głosów.

Wszyscy piszą o najnowszym dziele koreańskiego minimalisty Hong Sang-soo (Nowhere To Lay My Eyes), który po raz kolejny z chirurgiczną precyzją rozkłada na czynniki pierwsze codzienne dramaty i niuanse ludzkich spotkań. Równie głośnym echem odbił się kanadyjski akcent. Denis Côté w Nobody’s Violence zabrał widzów w mroczną, dystopijną podróż, mierząc się z tematem granic autonomii jednostki. Z kolei Ann Oren w hipnotyzującym filmie Objet A po raz kolejny udowodniła, że współczesne kino artystyczne wciąż potrafi zaskakiwać wizualną formą i odwagą tematyczną.

Gwiazdy, ikony i nagrody za odwagę

Locarno nigdy nie szczędziło celebrujących kino osobowości i ta edycja pod tym względem nie zawiodła. Nad Jezioro Maggiore zjechała plejada artystów, których obecność elektryzowała festiwalową publiczność.

Darren Aronofsky odebrał prestiżowe Pardo d’Onore, udowadniając podczas spotkań z fanami, że jego wizja kina wciąż pozostaje bezkompromisowa. James Gray, uhonorowany nagrodą Pardo alla Carriera, wykorzystał moment, by opowiedzieć o kulisach powstawania swojego nowego projektu Papierowy tygrys. Swoje święto miały również niezwykłe kobiety kina: Isabella Rossellini (Excellence Award), Zoe Saldaña oraz Virginie Efira, której obecność przyciągnęła tłumy fotoreporterów.

Źródło wideo: Locarno Film Festival

Co nas czeka w finale?

Festiwal powoli zmierza do punktu kulminacyjnego. Ostatnie godziny przed nami to gorączki spekulacji. Do kogo powędrują najważniejsze trofea tegorocznej edycji? Czy jury doceni powściągliwy minimalizm azjatyckich mistrzów, czy postawi na mocne, społeczno-polityczne uderzenie europejskich twórców?

Locarno 2026 po raz kolejny udowodniło, że kino wciąż ma potężny głos. Głośny, niezależny i całkowicie odporny na algorytmy streamingowych gigantów.

Aktualności filmowe.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane