Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Dricus Du Plessis i Daniel Cormier, fot. UFC
Gale numerowane i wydarzenia Fight Night w wykonaniu UFC rzadko zawodzą, ale starcia, które definiują całe ery, zdarzają się rzadko. Miniony weekend na długo zapisze się w pamięci fanów mieszanych sztuk walki. Podczas gali UFC w Oklahoma City oktagon zamienił się w prawdziwe rzymskie Koloseum, w którym naprzeciw siebie stanęli dwaj bezwzględni wojownicy, czyli były mistrz wagi półśredniej, legendarny Kamaru Usman, oraz rozdrażniony po pierwszej porażce w UFC, Dricus Du Plessis.
To, co wydarzyło się w klatce na gali UFC Oklahoma City, przeszło najśmielsze oczekiwania ekspertów. Zamiast zachowawczych szachów i kalkulacji, kibice oglądali brutalne, bezkompromisowe starcie na pełnym dystansie pięciu rund.
Wielu zadawało sobie pytanie, w jakiej dyspozycji powróci południowoafrykański wojownik po bolesnej lekcji, którą odebrał w walce z Khamzatem Chimaevem. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie, a jej autorem był sam zawodnik. Du Plessis nie tylko zdominował rywala w płaszczyźnie stójkowej, ale zaprezentował też niespotykaną dotąd u siebie oktagonową mądrość.
„Jeśli jesteś zapaśnikiem dominującym w parterze, wygrywającym przez zapasy, w porządku, tak toczy się walkę wieczoru. To wojownik, którego będę szanował do końca życia, bo ten człowiek dał z siebie wszystko dla każdego z Was, którzy zapłaciliście ciężko zarobione pieniądze, aby tu być. Zasługujecie na takie walki, a nie na gości leżących na innych, żeby wywalczyć durną wygraną przez decyzję. Dziękuję Ci, Kamaru Usmanie, za wydobycie ze mnie tego, co najlepsze!” – mówił po walce rozentuzjazmowany Du Plessis.
Nowy wymiar opanowania i brutalna stójka w Oklahoma City
To zestawienie obnażyło klasę obu sportowców. Afrykaner udowodnił, że jego potężna siła fizyczna idzie w parze z precyzyjnym planem taktycznym. Kluczem do sukcesu okazało się legendarne już lewe wysokie kopnięcie (left high kick), które kilkukrotnie niemal posłało Usmana na deski. Co ciekawe, sam zawodnik przyznał, że kluczem do sukcesu nie był ślepy pęd po nokaut, lecz pełna kompozycja mentalna.
„Mieliście okazję zobaczyć nowego Dricusa. Mówiłem Wam przy powrocie, że 'Stills 2.0′ będzie najlepszą wersją mnie, jaką kiedykolwiek widzieliście. Na tym polega opanowanie. Nie oszalałem, gdy go trafiłem. Miałabym go na nogach kilka razy, ale pracowaliśmy nad tym zespołowo. Nokaut przyjdzie sam, jeśli wytrenujesz swój umysł do pełnego spokoju” – mówił Du Plessis.
Bezpośrednia droga po pas mistrzowski
Zwycięstwo przez jednomyślną decyzję sędziów (50-45, 49-46, 49-46) w takim stylu to nie tylko odbudowanie pozycji w dywizji do 84 kilogramów. To potężna deklaracja wysłana prosto na salon dywizji średniej, której królestwem twardo rządzi obecnie Sean Strickland. Du Plessis, który ma już na rozkładzie obecnego czempiona, nie ukrywa, że jego jedynym celem jest odzyskanie tego, co uważa za swoje.
Zanim jednak doszło do sportowych podsumowań, zawodnik skierował wzrok ku górze, dziękując za siłę w najtrudniejszych momentach kariery. „Bez mojego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, ten powrót nigdy nie byłby możliwy. Wyciągnął mnie z tego dołka po porażce… A jeśli chodzi o walkę o pas, mówiłem, że sama wygrana może go nie dać, ale cholera, po takim występie ten pas po prostu mi się należy!” – powiedział Dricus.
Dricus Du Plessis udowodnił, że porażki nie niszczą mistrzów, one ich hartują. Oklahoma City zobaczyło zawodnika kompletnego, groźnego w każdej płaszczyźnie, a zarazem szanującego czystą istotę sportów walki. Zobacz więcej w kategorii sporty walki – MMA.









