Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Fot. DAZN Boxing
Zanim w listopadzie dojdzie do najbardziej wyczekiwanego starcia w historii brytyjskiego boksu zawodowego, fani pięściarstwa otrzymali dawkę emocji, której mało kto się spodziewał. Anthony Joshua, wracający na ring po tragicznych wydarzeniach minionego grudnia i trwającej żałobie po stracie bliskich przyjaciół, stał o krok od absolutnej katastrofy.
Podczas gali w Dżeddzie w Arabii Saudyjskiej Brytyjczyk dwukrotnie lądował na deskach w starciu z Albańczykiem Kristianem Prengą. Ostatecznie jednak odwrócił losy pojedynku, nokautując rywala w drugiej rundzie i ratując nie tylko swoją karierę, ale i wielomilionową walkę z Tysonem Furym.
Kontekst powrotu Joshuy do sportu nadał temu wieczorowi wyjątkowy, niemal ponury ciężar. Był to jego pierwszy pojedynek od grudniowego wypadku samochodowego, w którym życie stracili dwaj jego bliscy przyjaciele i członkowie sztabu, Sina Ghami oraz Latif Ayodele. Gdy zawodnik wchodził do ringu przy akompaniamencie utworu Meek Milla, telebim przypomniał twarze zmarłych, tworząc moment głębokiego wzruszenia.
Co więcej, Joshua zdecydował się na współpracę z Ołeksandrem Usykiem, dotychczasowym pogromcą, który tym razem zasiadł w jego narożniku, pomagając mu w przygotowaniach. Zmieniony taktycznie i lżejszy niż od lat (wniósł na wagę 251 funtów), Brytyjczyk sprawiał wrażenie skupionego na pełnej ewolucji swojego stylu.
Chaos w pierwszej rundzie. Dwa nokdauny i wstrząśnięty faworyt
Teoria szybko zderzyła się jednak z brutalną rzeczywistością ringu. Zaledwie dwadzieścia sekund po pierwszym gongu niesamowicie zmotywowany Kristian Prenga wyprowadził potężny prawy podbródkowy, który ciężko posłał Joshuę na deski. Były mistrz świata wstał, ale jego nogi wciąż były chwiejne, a defensywa dziurawa. Albańczyk poczuł krew i kontynuował natarcie, spychając Brytyjczyka w opałach na liny. Zaledwie trzydzieści sekund przed końcem starcia Joshua znów znalazł się na deskach.
Sytuacja była oczywiście dramatyczna. Gdyby przegrał, plany dotyczące gigantycznej walki z Tysonem Furym ległyby w gruzach, a kariera 36-letniego zawodnika stanęłaby pod dużym znakiem zapytania. Tuż przed końcem rundy Joshua zdołał jednak odpowiedzieć, łapiąc oddech i przetrwając nawałnicę.
Drugie starcie i brutalny nokaut ratujący marzenia
W przerwie w narożniku Usyka i jego sztabu zapanował spokój, który przełożył się na postawę zawodnika w drugiej odsłonie. Joshua wyszedł do niej z jasnym planem i natychmiast przejął inicjatywę, zaskakując wyraźnie cofającego się Prengę. Albańczyk wydawał się wręcz sparaliżowany faktem, że był tak blisko sensacyjnego zwycięstwa.
Kluczowy moment nadszedł na dwadzieścia sekund przed końcem drugiej rundy. Precyzyjny, rwaniowy jab przygotował grunt pod potężne uderzenie z prawej ręki. Joshua wyprowadził cios z ogromną siłą, który idealnie czysto doszedł do celu, odcinając rywalowi świadomość i sprawiając, że bezwładnie osunął się w liny. Sędzia nawet nie musiał liczyć. Było jasne, że Prenga nie jest w stanie kontynuować walki.
Zwycięstwo Joshuy utorowało drogę do ostatecznych rozstrzygnięć w brytyjskim boksie. W tym samym tygodniu Tyson Fury bezproblemowo pokonał w Tajlandii 46-letniego Mariusza Wacha, którego narożnik poddał po siódmej rundzie. Mimo wcześniejszych uszczypliwości i medialnych obelg ze strony „Gypsy Kinga”, obaj pięściarze są na kursie kolizyjnym.
Stawka najbliższego starcia oscylująca wokół kwot rzędu 100 milionów dolarów dla każdego z zawodników sprawia, że listopadowy pojedynek staje się faktem.





