Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Fot. TVP Sport
Robert Parzęczewski nie wykorzystał życiowej szansy na zdobycie prestiżowego pasa mistrza Europy (EBU) w wadze półciężkiej. Polak został zdominowany i ostatecznie zatrzymany przed czasem w 11. rundzie przez reprezentanta gospodarzy, Lukę D’Ortenziego. Porażka na ringu we Włoszech drastycznie oddala polskiego pięściarza od szerokiej czołówki światowych rankingów.
Pojedynek zapowiadany był jako ogromna szansa dla popularnego „Araba”. Eksperci i komentatorzy przed walką zgodnie oceniali, że D’Ortenzi, dysponujący teoretycznie słabszym bilansem walk przed czasem, jest rywalem w zasięgu Polaka. Pierwsza runda zdawała się potwierdzać te przewidywania. Parzęczewski wszedł w mecz dobrze, realizując przedmeczowe założenia i kontrolując dystans.
Niestety, udany początek okazał się jedynym jasnym punktem w postawie polskiego zawodnika. Już od drugiej odsłony obraz walki uległ całkowitej zmianie. U Roberta Parzęczewskiego widoczne były narastające problemy kondycyjne, które przełożyły się na pasywność w ringu. Kamery telewizyjne wychwyciły momenty w narożniku, gdy zmęczony Polak dopytywał sztab o aktualny czas trwania pojedynku. To zwiastowało kryzys fizyczny na wczesnym etapie walki.
Dominacja Luki D’Ortenziego i błędy taktyczne
Włoch, choć nie prezentował wybitnej techniki ani nadzwyczajnej dynamiki, konsekwentnie realizował swój plan. Kluczem do jego sukcesu okazały się serie ciosów, na które Parzęczewski nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Polak ograniczał swoje akcje do przewidywalnych, pojedynczych uderzeń prostych (lewy-prawy) i rzadkich prób ataków na korpus.
Największym mankamentem w grze „Araba” okazała się jednak defensywa. Zamiast szukać kontrataków w momentach, gdy ofensywnie usposobiony D’Ortenzi zostawiał wolne przestrzenie, Parzęczewski decydował się na bierną obronę za podwójną gardą i cofał się na liny. Z każdą kolejną rundą zmęczenie Polaka potęgowało chaos w jego poczynaniach obronnych. Włoch bezlitośnie to wykorzystywał, regularnie lokując ciosy na głowie i tułowiu reprezentanta Polski.
Brutalny finisz w 11. rundzie
Po dziesięciu rundach było jasne, że Parzęczewski przegrywa na punkty i jedyną drogą do wywiezienia pasa z Włoch jest nokaut. Scenariusz ułożył się jednak odwrotnie.
W 11. odsłonie skrajnie wyczerpany Polak przyjął precyzyjny prawy sierpowy, po którym po raz pierwszy wylądował na deskach. Choć „Arab” zdołał ambicjonalnie podnieść się przed końcem liczenia, sędzia ringowy podjął decyzję o przerwaniu pojedynku chwilę później, gdy D’Ortenzi zasypał bezbronnego Polaka kolejną lawiną uderzeń.
Co oznacza ta porażka dla kariery Parzęczewskiego?
Wygrana w tej walce miała otworzyć przed Robertem Parzęczewskim drzwi do wielkiego boksu. Pas Europejskiej Unii Boksu (EBU) gwarantował awans do czołowej piętnastki rankingu federacji WBC. Stwarzało to bezpośrednią perspektywę walki o mistrzostwo świata.
Przegrana w takich okolicznościach z niżej notowanym rywalem stanowi brutalną weryfikację sportowych planów Polaka na poziomie międzynarodowym. Dla 32-letniego Parzęczewskiego, który w przeszłości boksował o pasy międzynarodowe i przymierzany był m.in. do konfrontacji z Siergiejem Kowalowem, porażka we Włoszech może oznaczać konieczność przedefiniowania dalszych celów zawodowych i powrót do pojedynków na krajowym podwórku.









