Sydney Sweeney Gundam film

Sydney Sweeney i Noah Centineo redefiniują kultowe anime w pierwszym ujęciu live-action

Sydney Sweeney, fot. Saturday Night Live

Hollywood od lat bezskutecznie próbowało okiełznać japońskie ikony popkultury, tworząc plastikowe potworki lub bezduszne kalki. Tym razem jednak stawka jest nieporównywalnie wyższa. Netflix połączył siły z Legendary Pictures, by przenieść w realia kina aktorskiego absolutnego giganta, Mobile Suit Gundam. A sądząc po pierwszych, zaskakujących zakulisowych wieściach, szykuje się coś, czego puryści anime absolutnie się nie spodziewali.

Gdy w mediach społecznościowych zaczęły krążyć plotki o udziale Sydney Sweeney i Noaha Centineo w tajemniczym widowisku sci-fi, fani gatunku ruszyli do sieci w poszukiwaniu spekulacji. Mroczne domysły o kolejnej bezmyślnej kalki w stylu Ghost in the Shell rozwiał jednak sam Centineo podczas występu w podcaście Happy Sad Confused. Aktor bez ogródek nazwał nadchodzący projekt „wielkim eposem akcji i romansu” oraz „nie-Szekspirowskim Romeo i Juliettą w kosmosie”.

Uniwersum Uniwersalnego Wieku bez taryfy ulgowej

Za kamerą projektu stanął Jim Mickle, twórca, który udowodnił serialem Łasuch (Sweet Tooth – oryg.), że potrafi łączyć baśniowość z brutalnym, bezkompromisowym realizmem. Nadchodzący Gundam nie będzie autonomiczną, luźno powiązaną ciekawostką. Scenariusz i realia świata osadzono w najświętszym dla fanów kanonie, Universal Century (UC).

To linia czasowa, która od lat osiemdziesiątych definiuje, czym jest dojrzała, antywojenna opera kosmiczna, w której gigantyczne mechy (Mobile Suit) nie są tylko zabawkami do efektownych walk, lecz tragicznymi narzędziami politycznej rzezi.

Oficjalny zarys fabularny opublikowany przez Netflix brzmi jak klasyczny motyw zapalny dla opery kosmicznej. Dwie wrogie frakcje, rosnące w siłę zagrożenie z zewnątrz, płynne sojusze i wyścig z czasem, od którego zależy przetrwanie ludzkości. Sercem tej geopolitycznej zawieruchy mają być jednak postacie grane przez Sweeney i Centineo.

Miłość w cieniu stalowych gigantów

Połączenie brutalnych, mechanicznych wojen z kinem drogi i romansem to zagrywka ryzykowna. Z jednej strony mamy żelazny fundament marki, która narodziła się w 1979 roku z głowy Yoshiyuki Tomino, opowieść o ciężarze dorastania, traumie pokoleniowej i bezsensowności konfliktu Ziemi z koloniami kosmicznymi. Z drugiej, współczesnych idoli popkultury, którzy celowo uciekają od zaszufladkowania.

Sydney Sweeney ma za sobą niezwykle intensywny okres, w którym z powodzeniem skakała po gatunkach, od komedii rom-com Tylko Nie Ty (Anyone But You – oryg.), przez niszowy horror Niepokalana (Immaculate – oryg.), aż po ambitne thrillery. Z kolei obecność na ekranie takich nazwisk jak Jason Isaacs (Harry Potter), Michael Mando Zadzwoń do Saula (Better Call Saul – oryg.) czy Shioli Kutsuna (Deadpool & Wolverine) gwarantuje, że produkcja nie będzie tanim teen-dramatem w kosmicznych dekoracjach.

Co wiemy o premierze?

Ekipa bez wątpienia ma już najtrudniejszą część pracy za sobą. Zdjęcia do filmu, realizowane pod roboczym tytułem Teardrop w malowniczych plenerach Australii, ruszyły w kwietniu i oficjalnie zakończyły się w lipcu. Projekt wszedł w fazę zaawansowanej postprodukcji, która przy tak gigantycznej skali efektów wizualnych potrwa kilkanaście miesięcy.

Netflix celuje z premierą w 2027 rok. Jeśli Jim Mickle zdoła zbalansować monumentalny rozmach metalowych starć z intymnym, wręcz dusznym dramatem relacyjnym dwójki bohaterów, możemy otrzymać widowisko, które w końcu przełamie klątwę nieudanych adaptacji mang i anime.

Więcej w kategorii nowości filmowe.

Subskrybuj
Powiadom o
guest