Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Jason Statham, fot. mat. prasowy Monolith Films
Nie trzeba redefiniować kina akcji, by dostarczyć widzom czystej adrenaliny. Jason Statham wchodzi na pokład gigantycznego statku, by udowodnić, że klasyczne, bezwzględne kino sensacyjne wciąż nie ma sobie równych. Premiera już 21 sierpnia!
Współczesne kino rozrywkowe coraz częściej gubi się w próbach przekombinowania fabuły, wdrażania skomplikowanych teorii multiwersum czy stawiania efektów komputerowych ponad surowe, ludzkie emocje. Na tym tle postać Jasona Stathama jawi się jako absolutny bastion kinowej konsekwencji. Brytyjski aktor od lat buduje swoją pozycję w oparciu o fundamentalną zasadę, czyli dostarczać publiczności dokładnie to, po co przychodzi do kin. Kiedy widz kupuje bilet na film ze Stathamem, doskonale wie, jakiego poziomu widowiska, dynamiki i bezkompromisowości może się spodziewać.
Buntownik, najnowszy projekt w jego filmografii, idealnie wpisuje się w tę filozofię, oferując rozrywkę w najczystszej, nieskażonej zbędnym patosem postaci.
Siła tego tytułu tkwi w prostym, ale genialnie wykalkulowanym założeniu dramaturgicznym. Jeden człowiek o krystalicznych zasadach naprzeciw bezwzględnej armii przeciwników, którzy zrobią wszystko, by go uciszyć. Nie znajdziemy tu taniego moralizowania ani przekombinowanych zwrotów akcji, które odciągałyby uwagę od sedna opowieści.
Reżyser Jean-François Richet doskonale rozumie mechanikę kina gatunkowego, stawiając na gęstą atmosferę, narastające z minuty na minutę napięcie oraz starannie skoreografowane konfrontacje fizyczne, które trzymają widza w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty seansu.
Od bezwzględnego spisku do klaustrofobicznego piekła na wodzie
Fabularna machina Buntownika rusza w momencie, gdy Cole Reed, były operator elitarnych policyjnych sił specjalnych, który po latach służby znalazł bezpieczną przystań jako prywatny ochroniarz wpływowego miliardera, traci swojego mocodawcę. Śmierć chlebodawcy nie jest jednak tragicznym wypadkiem, lecz elementem starannie zaplanowanego, brutalnego spisku. Dążąc do prawdy i próbując wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, Reed trafia na trop międzynarodowej siatki handlarzy ludźmi, której macki sięgają najwyższych szczebli globalnej władzy.
Trop prowadzi go prosto na pokład gigantycznego, dryfującego po otwartym oceanie statku towarowego. To właśnie ta gigantyczna, metalowa konstrukcja staje się areną bezwzględnej walki o przetrwanie. W tym momencie krytycy i fani kinowej klasyki natychmiast odnajdą skojarzenia z kultową Szklaną pułapką.
Podobieństwa są uderzające. Zamknięta, odizolowana od świata przestrzeń, brak jakiejkolwiek możliwości ucieczki, przeciwnicy czyhający za każdym stalowym narożnikiem oraz bohater, który dysponuje wyłącznie własnym doświadczeniem, chłodną kalkulacją i żelazną determinacją. Zamiast wieżowca w Los Angeles mamy jednak bezkresny ocean, co nadaje całości jeszcze bardziej klaustrofobicznego, osaczającego charakteru.
Bohater, któremu kibicuje się od pierwszego uderzenia
Warto zwrócić uwagę na fakt, że postać kreowana przez Jasona Stathama drastycznie różni się od współczesnych, napędzanych CGI superbohaterów. Cole Reed nie posiada nadludzkich mocy, nie korzysta z kosmicznych gadżetów i nie wygłasza patetycznych przemówień przed każdym starciem.
To twardy, doświadczony przez życie profesjonalista, którego największym atutem jest trzeźwy umysł w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Kiedy sytuacja staje się krytyczna, Statham wybiera działanie, a nie słowa. To właśnie ta namacalna ludzka siła sprawia, że publiczność bez wahania angażuje się w emocjonalną podróż protagonisty.
Buntownik to film, który udowadnia, że klasyczne kino sensacyjne wciąż ma się znakomicie, o ile za jego sterami stoi ktoś, kto doskonale zna reguły gry. Jason Statham po raz kolejny udowadnia, że jest niekwestionowanym królem bezkompromisowej akcji, a jego fani otrzymają dokładnie to, na co czekali. Znakomicie zrealizowane sceny walki, duszna atmosfera dryfującego statku oraz bezwzględna walka z międzynarodowym syndykatem sprawiają, że jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier końcówki lata.
Szczególną wartość produkcja zyskuje dzięki wyborowi obsady drugoplanowej. Obecność takich nazwisk jak Annabelle Wallis czy uznany na scenie teatralnej i filmowej Adrian Lester dodaje projektowi aktorskiego ciężaru gatunkowego. Ich obecność sprawia, że „Buntownik” nie jest wyłącznie serią widowiskowych pościgów i brutalnych starć wręcz, ale trzymającym w napięciu thrillerem z wyrazistymi, niejednousznymi postaciami. Reżyseria Jeana-Francois Richeta, twórcy mającego w dorobku tak mocne pozycje jak „Wróg publiczny numer jeden” czy „Przerwany lot”, gwarantuje najwyższy poziom realizacji wizualnej oraz bezkompromisowe tempo narracji. Więcej w kategorii nowości filmowe.
Film w kinach już od 21 sierpnia.





