To był wieczór, który kibice przy Bułgarskiej zapamiętają na długo. W meczu 23. kolejki Ekstraklasy Lech Poznań pokonał Raków Częstochowa 4:3, a zwycięstwo zapewnił gospodarzom gol zdobyty piętą w doliczonym czasie gry. Siedem bramek, dwa rzuty karne i zwroty akcji. Tak wyglądał jeden z najbardziej emocjonujących meczów sezonu 2025/26.
Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia gości. Już w 8. minucie Raków Częstochowa objął prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Jonatana Brauta Brunesa. Lech odpowiedział w podobny sposób, w 19. minucie „jedenastkę” na bramkę zamienił Mikael Ishak i na tablicy wyników było 1:1.
W 37. minucie Raków ponownie wyszedł na prowadzenie po trafieniu Jeana Carlosa Silvy, ale jeszcze przed przerwą gospodarze doprowadzili do wyrównania. W doliczonym czasie pierwszej części gry bramkę na 2:2 zdobył Luis Palma.
Po zmianie stron Lech poszedł za ciosem. W 56. minucie prowadzenie gospodarzom dał Antonio Milić, skutecznie finalizując akcję w polu karnym Rakowa. Goście nie zamierzali jednak odpuszczać. W 73. minucie do remisu doprowadził Ivi López, który popisał się efektownym strzałem z rzutu wolnego. Przy stanie 3:3 mecz wszedł w fazę otwartej wymiany ciosów. Obie drużyny szukały zwycięskiego trafienia.
Gdy wydawało się, że hit kolejki zakończy się podziałem punktów, Lech przeprowadził ostatnią akcję. W 91. minucie Yannick Agnero w zamieszaniu podbramkowym skierował piłkę do siatki piętą, ustalając wynik na 4:3. Gol wywołał eksplozję radości na trybunach i przesądził o triumfie gospodarzy.
Wygrana pozwoliła Lechowi zrównać się punktami z liderem tabeli, Jagiellonią, która zremisowała dziś z Legią 2:2. Zespół z Białegostoku ma jednak do rozegrania jeden mecz więcej. Ekstraklasa w piłce nożnej.



