Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Mel Gibson, fot. kadr z film "Zabójcza broń 5"
Choć od premiery Zabójczej broni 4 minęły już prawie trzy dekady, Mel Gibson wciąż nie porzucił marzenia o domknięciu kultowej serii. Podczas niedawnego panelu na konwencie Fan Expo Boston, w rozmowie ze Stevenem Weintraubem z serwisu Collider, aktor i reżyser odsłonił karty i po raz pierwszy zdradził konkretne szczegóły fabularne wyczekiwanego sequela.
Pierwotnie pracami nad piątą częścią kierował legendarny reżyser poprzednich odsłon, Richard Donner. Po jego śmierci w 2021 roku projekt stanął pod dużym znakiem zapytania. Mel Gibson zdecydował się jednak dokończyć tekst wspólnie ze scenarzystą Richardem Wenkiem (Bez litości).
Jak przyznał Gibson podczas spotkania z fanami, pracując nad tekstem, wciąż zadawali sobie w pokoju scenariuszowym jedno kluczowe pytanie: „Co zrobiłby Donner?”. Aktor bez wahania stwierdził, że ukończona historia przerosła jego oczekiwania. „Myślę, że piąty scenariusz jest lepszy od wszystkich poprzednich” – powiedział.
Jakie będą losy Riggsa i Murtaugha?
Zamiast konkurować z współczesnymi widowiskami CGI pod względem gigantycznych, napompowanych efektami specjalnymi sekwencji, twórcy postawili na bardziej kameralny, przyziemny i skoncentrowany na postaciach klimat.
Gibson nakreślił zupełnie nową rzeczywistość, w której po latach zastajemy słynny policyjny duet w zupełnie odmiennych życiowych momentach. Martin Riggs jest już na emeryturze, a Roger Murtaugh utknął za biurkiem i wyraźnie przybrał na wadze. Reżyser zapowiedział, że film zachowa energię i dynamikę wielkiego kina akcji, choć opierać się będzie na zupełnie innych środkach wyrazu.
Jako punkt odniesienia w warstwie realizacji podał chociażby swój autorski film Apocalypto. Akcja ma skupiać się na fizycznej, „niskotechnologicznej” dynamice (porównując pieszy pościg do mechaniki pościgu samochodowego). Ma stawiać przede wszystkim na psychologiczny portret oraz relacje między bohaterami.
Obietnica dana Richardowi Donnerowi i blokada studyjna
Mel Gibson potwierdził, że zamierza osobiście stanąć za kamerą. Wynika to nie tylko z chęci dokończenia dzieła przyjaciela, ale również z jego wyraźnej prośby. Jak wspominał aktor, Donner przed śmiercią w swoim charakterystycznym stylu poprosił go: „Hej młody, jeśli wypadnę z siodełka, przejmiesz to, prawda?”. Gdy reżyser zmarł, obietnica stała się faktem, a otoczenie zmarłego twórcy natychmiast powierzyło stery Gibsonowi.
Co zatem stoi na przeszkodzie, by wejść na plan? Projekt od dłuższego czasu tkwi w tak zwanym development hell (piekle deweloperskim). Według słów gwiazdora, produkcja utknęła przez zawirowania i „ruchome piaski” w strukturach Warner Bros. Gibson nie traci jednak optymizmu. Liczy na to, że zmiany na hollywoodzkiej szachownicy i przejęcia na linii Warner Bros. – Paramount (wspominając m.in. o Davidzie Ellisonie) wreszcie „zdejmą łańcuchy” z projektu i pozwolą ruszyć ze zdjęciami w ciągu najbliższego roku.
Podczas Fan Expo Boston w pobliżu obecny był również Danny Glover. Daje to fanom nadzieję, że ekranowy powrót legendarnego duetu wciąż pozostaje realnym scenariuszem. O ile biurokracja wielkich studiów filmowych da w końcu zielone światło.





