aktorzy którzy żałują swoich ról

Aktorzy, którzy żałują swoich najsłynniejszych ról. Dlaczego chcieli wymazać te hity z CV?

Harrison Ford jako Han Solo, fot. kadr z filmu "Gwiezdne wojny: część IV - Nowa nadzieja"

Mówi się, że marzeniem każdego aktora jest zagrać w hicie, który przyniesie mu globalną rozpoznawalność, miliony na koncie i miejsce w historii kina. Jednak rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Czasami ikoniczna rola staje się dla artysty artystycznym więzieniem, źródłem frustracji lub powodem do otwartego zażenowania.

Oto najgłośniejsze przypadki gwiazd, które osiągnęły gigantyczny sukces dzięki konkretnym kreacjom, ale prywatnie wolałyby, aby ich udziały w tych projektach nigdy się nie odbyły.

Harrison Ford i wieloletnia awersja do Hana Solo

Dla milionów fanów na całym świecie Harrison Ford to uosobienie awanturniczego uroku jako Han Solo w Gwiezdnych wojnach oraz Indiana Jones. O ile jednak archeolog w kapeluszu cieszył się pełną sympatią aktora, o tyle on sam przez dekady żył w niezwykle napiętych relacjach z odległą galaktyką.

Ford otwarcie narzekał na scenariusz i dialogi tworzone przez George’a Lucasa, a postać Hana Solo uważał za jednowymiarową i nudną. Przez lata bezskutecznie błagał twórców, aby uśmiercili jego bohatera już w oryginalnej trylogii (Powrót Jedi), argumentując, że postać ta nie ma już nic więcej do zaoferowania. Choć po dziesięcioleciach zgodził się powrócić do tej roli w Przebudzeniu Mocy (UWAGA SPOILER: stawiając zresztą warunek śmierci bohatera), jego dawna niechęć do przemądrzałego przemytnika przeszła do historii popkultury.

Bill Murray i bojkotowanie Pogromców duchów

Dla widzów na całym świecie Bill Murray to niezastąpiony dr Peter Venkman z kultowych Pogromców duchów (Ghostbusters – oryg. z 1984 roku). Film stał się gigantycznym fenomenem popkultury, a rola sarkastycznego badacza zjawisk paranormalnych zdefiniowała karierę komediową aktora. Sam Murray jednak przez lata bardzo chłodno, a wręcz awersyjnie podchodził do tego projektu.

Aktor wcale nie chciał grać w drugiej części z 1989 roku i przez długi czas unikał tematów związanych z marką, a także skutecznie blokował powstanie kolejnych odsłon, odrzucając lukratywne oferty od wytwórni. Murray argumentował, że kontynuacje nie dorównują oryginałowi i czuł się zmęczony ciągłym kojarzeniem z tą samą postacią, podczas gdy wolał rozwijać się w ambitnym kinie autorskim (m.in. u Wesa Andersona czy Jima Jarmuscha). Choć po latach zdecydował się na symboliczny gościnny powrót do uniwersum, jego wieloletnia niechęć do eksploatowania tej roli jest w Hollywood powszechnie znana.

Robert Pattinson i cień Edwarda Cullena

Zanim udowodnił swój nieprzeciętny talent u autorskich reżyserów w filmach takich jak The Lighthouse czy Batman, Robert Pattinson był powszechnie kojarzony jako nastoletni wampir z sagi Zmierzch. Sukces kasowy serii był potężny, ale dla samego aktora stał się źródłem ogromnej frustracji.

Pattinson w wywiadach nie hamował się z krytyką wobec swojego bohatera, Edwarda Cullena. Nazywał go m.in. „najbardziej depresyjnym facetem na świecie”, a scenariusz i książkowy pierwowzór określał jako momentami absurdalne. Aktor wielokrotnie przyznawał, że praca na planie hitu doprowadzała go do specyficznego stanu osaczenia, a po latach z dumą odciął się od łatki gwiazdy młodzieżowego romansu, celowo wybierając trudne, niezależne i mroczne role.

Dlaczego wielkie hity bywają ciężarem?

Przypadki te pokazują, że sukces komercyjny rzadko idzie w parze z artystycznym spełnieniem. Dla aktora zaszufladkowanie w jednej roli oznacza często utratę twarzy na rzecz postaci, z którą jest utożsamiany przez resztę życia. Paradoksalnie to właśnie te kreacje, za którymi sami artyści nie przepadali, przyniosły im najtrwalsze miejsce w pamięci widzów.

Więcej w kategorii nowości filmowe.

Subskrybuj
Powiadom o
guest