Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Fot. Eleven Sports
Paris Saint-Germain dostało potężny cios od świetnie zorganizowanego Stade Rennais, w którego barwach brylowali Sebastian Szymański oraz Przemysław Frankowski. Kiedy jednak wydawało się, że Bretania utopi giganta z Paryża we łzach, na murawę wszedł Ferran Torres. Hiszpan jednym wejściem uciszył stadion i uratował remis 2:2 po meczu pełnym niesamowitych zwrotów akcji.
Stade Rennais nie zamierzało witać gwiazdozbioru Luisa Enrique z czerwonym dywanem. Od pierwszego gwizdka na Roazhon Park gospodarze pokazali, że kluczem do sukcesu nie są wielkie nazwiska, lecz bezwzględna dyscyplina, odwaga i… polski gen w ofensywie.
Już w 9. minucie trybuny eksplodowały. Sebastian Szymański, bo to on wziął na siebie ciężar rozegrania, popisał się majstersztykiem. Pomocnik reprezentacji Polski uderzył z dystansu tak precyzyjnie, że piłka, ocierając się o słupek, sparaliżowała Matveya Safonova. Był to cios, po którym PSG długo nie mogło się pozbierać. Paryżanie grali bezbarwnie, gubili się w pressingu, a próbujący ratować honor Désiré Doué (były gracz Rennes) nawet już cieszył się po golu anulowanym po analizie VAR z powodu spalonego.
Zamiast remisu do przerwy, dostaliśmy nokaut z mocnym, polskim stemplem. Tuż przed zejściem do szatni (38. minuta) Rennes przeprowadziło podręcznikowy, błyskawiczny kontratak. Po sprytnym zagraniu piętą Musy Al-Taamariego, piłka trafiła pod nogi Przemysława Frankowskiego. Wahadłowy kadry posłał idealne, ostre dośrodkowanie w pole karne, gdzie Esteban Lepaul bezlitośnie dopełnił formalności. 2:0 do przerwy dla Rennes. Faworyt stał nad przepaścią, a polscy kibice przecierali oczy ze zdumienia.
Reanimacja z ławki i show Ferrana Torresa
W przerwie w szatni PSG z pewnością unosił się dym. Luis Enrique nie czekał i dokonał potrójnej roszady, desygnując do boju m.in. debiutującego Ferrana Torresa oraz Mikę Godtsa. Ten ruch całkowicie odwrócił losy spotkania.
Paryżanie rzucili się do szaleńczych ataków, a Rennes musiało cofnąć się do desperackiej obrony. Mur gospodarzy pękł w 71. minucie. Genialne, prostopadłe podanie z głębi pola od Fabiána Ruiza rozciągnęło defensywę gospodarzy, a Torres bezbłędnie wykorzystał sytuację sam na sam, pakując piłkę między nogami Brice’a Samby.
Gol dodał paryżanom wiatru w żagle. Gdy wydawało się, że Rennes przetrwa napór, w 82. minucie znowu dał o sobie znać duet Ruiz-Torres. Hiszpański pomocnik wrzucił piłkę z lewego skrzydła, a sprowadzony z Barcelony napastnik wpakował ją głową do siatki, kompletując fantastyczny dublet i dając wyrównanie na 2:2.
Emocje do ostatniego gwizdka
To jednak nie był koniec emocji. Roazhon Park mogło eksplodować po raz trzeci w 86. minucie, kiedy Ludovic Blas stanął przed szansą na trzeciego gola dla gospodarzy. Gdy piłka zmierzała już do siatki obok bezradnego bramkarza, z odsieczą przyszedł Willian Pacho, wybijając futbolówkę z linii bramkowej w ostatnim ułamku sekundy.
Ostatecznie grad bramek w Bretanii zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów. Rozgrywki Ligue 1.









