Ciekawe24.pl - wiadomości z ostatniej chwili
Aaron Pierre, fot. Jimmy Kimmel Live
Ma trzydzieści dwa lata, głos, który mógłby rezonować w gotyckiej katedrze, i ekranową charyzmę, którą krytycy coraz śmielej zestawiają z największymi ikonami kina. Aaron Pierre przestał być w Hollywood pieśnią przyszłości, właśnie staje się nazwiskiem, które definiuje nową erę popkultury.
Kiedy Aaron Pierre pojawił się na kanapie w programie Jimmy Kimmel Live (gdzie w rolę prowadzącego wcielił się Anthony Anderson), publiczność witała go z energią zarezerwowaną dla weteranów ekranu. Słusznie. Rok 2026 to jego czas, a on po prostu zbiera plony determinacji, którą udowadniał już wtedy, gdy jako dwudziestoparolatek przyleciał do Los Angeles z jedną walizką, pustym portfelem i myślą, że po amerykańskiej metropolii da się wszędzie dojść pieszo.
Droga Pierre’a do Hollywood nie przypomina gotowego scenariusza z fabryki snów. To historia mocno zakorzeniona w południowym Londynie, gdzie dorastał między Brixton a Norbury, chłonąc jamajskie dziedzictwo matki oraz korzenie sięgające Sierra Leone od strony ojca.
Zanim zaczął walczyć o losy wszechświata w zbroi z komiksów DC, jego pierwszym „gigiem” była praca w salonie fryzjerskim zaprzyjaźnionej rodziny. Miał wtedy czternaście lat, a do jego obowiązków należało wieszanie kurtek, parzenie kawy i zamiatanie podłogi. Jak sam wspomina z uśmiechem, próby awansu na zaplatanie warkoczyków zakończyły się szybką degradacją, bo jego dłonie nie były do tego wystarczająco zręczne. Kino ma jednak powody do radości, że zrezygnował z kariery fryzjera.
Od Shakespeare’a do Pierścienia Mocy
Dla widzów uważnie śledzących jego karierę, obecny rozkwit popularności Pierre’a nie jest żadnym zaskoczeniem. Ci, którzy widzieli go w serialu Kolej podziemna (The Underground Railroad – oryg.) Barry’ego Jenkinsa czy w thrillerze Old M. Nighta Shyamalana, wiedzieli, że ekran wręcz płonie, gdy tylko aktor pojawia się w kadrze. Skala, z jaką mierzy się teraz, to jednak zupełnie inna liga.
Główna rola w nadchodzącym serialu HBO Latarnie (Lanterns – oryg.), w którym wciela się w Johna Stewarta u boku Kyle’a Chandlera, ma zresetować postrzeganie uniwersum DC w telewizji. Pierre podchodzi do tego wyzwania bez zadęcia. W wywiadach podkreśla, że jego bohater, były żołnierz Marines i architekt, to postać zakorzeniona w prawdziwym człowieczeństwie, a nie w hermetycznej wiedzy komiksowej. Twórcy stawiają na opowieść o ludziach targanych sprzecznościami, a nie na cyfrowe fajerwerki.
Kosmos, Gwiezdne Wojny i Nowy Superman
Fabryka snów bywa kapryśna, ale w przypadku Pierre’a machina ruszyła z gigantyczną siłą, której nie da się już zatrzymać. Aktor nie tylko dzierży Pierścień Mocy w Latarniach, ale ma w swoim CV również wejście do uniwersum Gwiezdnych Wojen oraz angaż w nowym rozdaniu kinowego uniwersum DC jako Superman: Man of Tomorrow.
To rzadki moment we współczesnym kinie rozrywkowym, w którym wielkie, wysokobudżetowe marki trafiają na artystę z krwi i kości. Aaron Pierre wnosi do kinowych hitów autentyczność chłopaka, który kiedyś z trudem opłacał skromne Airbnb w Mieście Aniołów, a dziś własnym talentem otwiera drzwi do nowej złotej ery widowisk kinowych.
Zobacz jego występ w najnowszym odcinku programu Jimmy Kimmel Live:
Więcej w kategorii nowości filmowe.









